Trudności uczą pokory

Miejsce, w którym żyję jest dla mnie wspaniałą lekcją życia i możliwością rozwoju duchowego. Każdego dnia uczę się wznosić ponad coś, co jest dla mnie w jakiś sposób trudne. Powodów nigdy nie brakuje.

Parę dni temu nasz samochód odmówił nam posłuszeństwa i próby samodzielnego naprawienia nie przyniosły żadnego rezultatu. Czas przedświąteczny i świąteczny bez samochodu. Problem z dojazdem do pracy, brak możliwości zrobienia podstawowych zakupów i załatwienia czegokolwiek. Do tego dochodzi brak autobusów. Załamka? Absolutnie nie. Gdy zajdzie taka potrzeba przejdę te 5 km. Dopiero tutaj zrozumiałam, że problemy tworzy nasz umysł. Jeśli nazwę coś problemem, tym on będzie, niczym więcej. Natomiast jeśli zamiast marudzić, zaakceptuję fakty, wtedy z pozoru niemożliwe staje się możliwym. Nasze nastawienie może zmienić wszystko. Zmieniając swoje nastawienie, to jakbyśmy odmienili swoje wnętrze i oczy, które nagle zaczynają widzieć zupełnie inny świat. Mogłabym co prawda, usiąść i płakać z bezsilności, narzekając na tą „dziurę zabitą dechami”, tylko skutek tego nie byłby taki, jakbym chciała. To jest moje miejsce, moje Podlasie. Chcę tu być, mimo wszystko. Widzę wokół tylu dobrych ludzi, którzy pomogą, jeśli poproszę. Dziś Andrzej zawiezie do lekarza, innym razem koleżanka odwiezie do domu. Choćbym miała chodzić na piechotę 5 km, to będzie dobrze. Kiedyś ludzie codziennie pokonywali większe odległości, bez względu na mróz i niekorzystną pogodę. Myślę, że korona mi z głowy nie spadnie. Poza tym na naszym terenie świetnie sprawdza się metoda  „na stopa”, ze względu na słabe połączenia autobusowe , u nas na ich całkowity brak (poza szkolnym).

Trudności uczą pokory. Cieszę się z pięknej zimy, ze słońca, deszczu i upalnego dnia. Uczę się akceptować rzeczywistość, nawet wtedy, kiedy bywa bardzo trudna. Przyjmować wszystko, co los mi zsyła. Cieszę się również z tego, że dzieci nie chorują tutaj tak, jak w poprzednim miejscu zamieszkania. Patrzę jak przystosowują się do innego trybu życia. Obserwuję, jak radzą sobie z trudnościami finansowymi, nowym środowiskiem i brakiem dostępu do wielkomiejskiego życia i licznymi utrudnieniami. Jestem z nich dumna, że tak wiele rozumieją, nie idą z prądem i mają własne zdanie, choć czasem jest inne niż moje. Po trzynastu latach rodzicielstwa wciąż uczę się szanować moje dzieci.

Zdałam sobie sprawę, jak bardzo ludzie nie potrafią docenić tego, co mają i co mogą. Nie doceniają oddechu, dopóki nie zacznie on być problemem. Wychodzą do sklepu, który mają pod nosem i marudzą, że pustki, że taki mały wybór, że kolejki itd. Narzekają, że autobus znów się spóźnił, że za mało kursów. Pada – źle. Gorąco – źle. Śnieg i zaspy – też powód do marudzenia. Cokolwiek by się nie działo, zawsze znajdą się minusy. Ciągle im czegoś mało, ciągle chcą więcej. Gonią za tym szczęściem. Im więcej mają, tym bardziej od tego szczęścia się oddalają.

Tu uczę się jak cieszyć się wszystkim co mam i czego nie mam. Z każdej sytuacji wyciągać to, co dobre. Na szczęście bowiem nie ma wpływu łatwość w zdobyciu lub osiągnięciu czegoś, wygoda czy brak trudności. Jeżeli jesteśmy szczęśliwi, będziemy tacy pomimo małej sumy pieniędzy, którą dysponujemy. Pomimo trudności, które pchają się czasem jak kłody pod nogi. Pomimo łez, które czasem płyną po twarzy. Szczęście zależy od nas samych, od naszego nastawienia do życia i akceptacji.

Reklamy

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s