Kiedy dusza budzi się ze snu

O przekraczaniu granic cierpienia i własnych możliwości. Dla wszystkich, którzy mają wrażenie, że za chwilę jak szklanka rozbiją się o twardy grunt. O poddaniu i akceptacji.

Eckhart Tolle jest autorem książek o duchowości i współczesnym nauczycielem duchowym. Mistykiem nie powiązanym z żadną religią ani tradycją. Przyciąga ludzi swoją łagodnością, spokojem, siłą ducha i znakomitą znajomością ludzkiej natury.

Pierwszą książką, która wpadła mi w ręce była „Cisza przemawia”. Żadna inna, jak dotąd, nie wywarła na mnie takiego wrażenia. Wszystko, co czytałam lub słuchałam było takie proste. Tak proste, że dziwię się, dlaczego potrzebowałam aż tylu lat, aby to zrozumieć. To rozumienie zaczęło się znacznie wcześniej, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że ktoś taki jak E. Tolle w ogóle istnieje. Moja świadomość rosła na długo wcześniej, jednak dopiero ten człowiek pomógł mi ująć to w odpowiednie słowa i zajrzeć jeszcze głębiej w siebie. Zrozumiałam, że ja również doświadczyłam czegoś podobnego, o czym mówił ten człowiek. Przekroczyłam własną granicę wytrzymałości.

Nasze wewnętrzne opory tworzą cierpienie. I wtedy trzeba tak, jak alkoholik, sięgnąć nim już dna, aby stać się gotowym, na zmiany, na odkrycie prawdy, że „istnieje inny sposób życia”.  Na to wreszcie, by się od niego odbić. Tak właśnie było ze mną. W pewnym momencie powiedziałam: „Dość, poddaję się”.  Tak, poddałam się. Nie miałam siły dalej walczyć. Poprosiłam o pomoc i otrzymałam ją. Dokładnie wtedy zaczęły następować zmiany we mnie. Wtedy właśnie odeszłam definitywnie z Kościoła, ponieważ zrozumiałam, że tam nie znajdę tego, czego szukam. Byłam gotowa na jej przyjęcie. Przeciwstawiłam się dogmatom, religii i wszelkim schematom, jakie mnie otaczały. Wybrałam inny sposób życia. Zobaczyłam, że ta walka, jaka się we mnie odbywała, nie miała zupełnie sensu. Całe życie mi powtarzano, abym nigdy nie przestawała walczyć, ponieważ dopóki walczę, nie jestem przegrana. Tu wcale nie chodzi o wygraną czy przegraną. Dla kogoś może będę przegrana, osobiście mogę uważać coś zupełnie innego. Myślę, że dopóki walczysz, do tego czasu będziesz nieszczęśliwy, niespokojny, wewnętrznie rozedrgany.

Pierwszy raz w życiu, kiedy wbrew wszelkim opiniom poddałam się, nastąpiło coś, czego nie przewidywałam. Spokój, ogromny wewnętrzny spokój. To była ta chwila, na jaką całe życie czekałam. To, czego szukałam przez te wszystkie lata. Powoli następowała akceptacja obecnej chwili, bez względu na to, co czuję, bez względu na towarzyszące emocje. Spokój dalej trwał we mnie. Miałam wrażenie, jakbym obudziła się z sennego koszmaru. Tak lekka, pozbawiona tego balastu, który dotąd dźwigałam. Poddać się i zaakceptować sytuację, to najlepsza rzecz, jaką możecie dla siebie zrobić. Nie walczyć z nurtem rzeki, lecz płynąć z jej prądem.

Duchowość nigdy nie była mi obca, jednak ta w wydaniu katolickim przyniosła same negatywne skutki. Nic tak w końcu człowieka nie nauczy, jak cierpienie i popełnione błędy. Ze wszystkiego trzeba umieć wyciągnąć wnioski. Różnice między tym konserwatywnym nauczaniem Kościoła a tym, jakie prezentuje Eckhart Tolle są ogromne. Kościół w swoim nauczaniu jest obwarowany zakazami, nakazami, dogmatami i lękiem. Swoje nauczanie uważa za jedyne właściwe. Przekonuje do swoich racji. Natomiast ten człowiek do niczego nie przekonuje i uważa to za niewłaściwe. Przekonywanie drugiego człowieka nie ma sensu, bowiem sami znajdziemy odpowiedzi, kiedy będziemy na to gotowi. I tak się stało w moim przypadku. Zakazy i nakazy na nic się zdały.

„To dlatego nigdy nie staram się przekonać kogoś, że to, co mówię jest prawdą albo, że powinni praktykować coś. Nigdy nie mówię: «Powinieneś zrobić to». Albo starać się przekonać kogoś, kto nie chce w to uwierzyć. To jest bez sensu. Tylko, kiedy jesteś na to gotowy wewnętrznie” – E. Tolle.

W udzielonym wywiadzie powiedział również coś, co stanowi podstawową różnicę w obydwu nauczaniach:

„Nauczanie nie mówi: «Tak powinieneś żyć». Tylko kiedy jesteś w stanie słyszeć prawdę tego i będzie to miało sens dla Ciebie, to może Ci pomóc.”

Żadnych warunków, dogmatów i przekonywania kogoś, jak powinien żyć.

Nie mam zamiaru walczyć z religią ani z Kościołem. Pokazuję jedynie, że można inaczej. Wyciągam to, co dla mnie dobre w chrześcijaństwie, w buddyzmie i innych naukach, resztę odrzucam. Dużo czerpię również z Zen.

Kościół nakazywał mi zapominać o sobie, wyrzec się siebie, myśleć o przyszłym życiu (wiecznym a nie doczesnym) i kierować swą duszę wyłącznie do Boga, ponieważ być sobą, znaczy uznać zależność od Boga i być mu posłusznym. Tam miałam znaleźć prawdę, która dla mnie będzie najlepsza. „Bóg jest prawdą” – mówił głos z ambony. Nie mogłam się z tym zgodzić. Buddyzm natomiast uczy, aby kochać innych tak, jak siebie a siebie tak, jak innych. Nie mniej, nie więcej lecz tak samo. Mistrzowie Zen mówią, że jedyną rzeczywistością jest TERAŹNIEJSZOŚĆ.  Nie ma jutra, każde jutro staje się dziś. Przyszłość nie przychodzi inaczej jak w teraźniejszości. Zadbajmy więc o to, co mamy. Nie o przyszłość, a o teraźniejszość.

Starałam się ze wszystkich sił, by znaleźć tę prawdę w słowach, które mi Kościół katolicki przez lata powtarzał jak mantrę. Tymczasem była ona zupełnie gdzie indziej. Znalazłam ją, spoglądając głęboko w siebie, koncentrując się na sobie i na tym, co dzieje się w chwili obecnej.

Nie wyrzekaj się siebie. Nie szukaj odpowiedzi w tym tekście czy innym. W sobie poszukaj…

Advertisements

4 Replies to “Kiedy dusza budzi się ze snu”

  1.  Witaj! Jak Ty, mam za sobą długą drogę meandrowania wśród różnych ścieżek rozwoju duchowego. Eckhart Tolle mi bratem, ale i Mistrz Eckhart i współcześni benedyktyni poszukujący korzeni we wspólnej medytacji z buddystami. Cieszę się ogromnie, że przesłanie aby kochać innych jak siebie, a siebie jak innych, znalazłaś w Buddyzmie, to ukoronowanie tej ścieżki, wiodącej przez samopoznanie w prawdzie. To jednocześnie esencja ścieżki Jezusa z Nazaretu, wiodącej poprzez serce, bezpośrednio ku mocy Miłości. W Twoim liście czuję żal do „ambony”. Doskonale go rozumiem, boleśnie współczując cierpieniu, które nieuchronnie wywołuje lęk. Mam jednocześnie coraz więcej wyrozumienia dla wszystkich śniących, zwłaszcza odkrywając na każdym kroku jak głęboko sam śnię… Pozdrawiam Cię serdecznie Robert

  2. Witaj Robercie. Myślę, że żal owszem był, na początku drogi, do której często wracam w swoich tekstach. Może właśnie dlatego go czujesz. Na chwilę obecną jest to po prostu doświadczenie, które mnie wiele nauczyło. „Doskonale go rozumiem, boleśnie współczując cierpieniu, które nieuchronnie wywołuje lęk.” – Muszę przyznać, że nie do końca rozumiem, co chciałeś przez to powiedzieć. Dlaczego współczujesz cierpieniu? Jeśli już mam komuś współczuć, to ludziom, których cierpienie wywołuje lęk. Cierpienie wcale nie musi nieuchronnie prowadzić do lęku. Pisałam, że akceptacja wyzwala spokój. Tym samym usuwa lęk. Pozdrawiam również.

  3.  Hej Anito.Złapałem się w pułapkę uroczo płynnego języka Polskiego. Zapisując myśli nie jestem w stanie oddać intonacji… Oczywiście powinienem napisać odwrotnie. Lęk sączony z ambony nieuchronnie prowadzi do cierpienia. To specyficzny rodzaj cierpienia. To cierpienie niekochanego dziecka. A przecież Kościół tak pięknie nazywa wszystkich Dziećmi Bożymi…Piszesz, że czerpiesz to co dobre z chrześcijaństwa, buddyzmu, „innych nauk”. A co myślisz o buddyjskiej przypowieści o kopaniu studni:  jeśli po wykopanych trzech metrach stwierdzisz, że to złe miejsce, przeniesiesz się w inne, potem stwierdzisz, że to też nie dobre, na końcu będziesz mieć dużo dziur i nadal brak wody.In Lak'ech

  4. Robercie bardzo mi się podoba ta przypowieść. Mogłabym do niej dopasować mnóstwo sytuacji wziętych z codziennego życia, choćby takie relacje między kobietą a mężczyzną, konkretne przypadki, konkretnych ludzi i konkretne sytuacje. Brak cierpliwości i dojrzałości w wielu sprawach, tych ważnych i mniej ważnych. Nie kończenie tego, co zaczęte. Kopać wciąż od nowa i ciągle w nowym miejscu, na pewno zdarzyło się każdemu z nas, mnie również. Jedną studnię kopię wciąż niezmiennie od wielu już lat, ciągle z tą samą osobą 🙂 Dzięki temu źródło nigdy nie wysycha.

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s