Zimowa refleksja

Niektórzy pytają się mnie, czy nie żałuję teraz swojej decyzji o przeprowadzce. Teraz, kiedy woda w rurach czasem zamarza, kiedy mąż musi zabrać mi samochód, bo jego nie odpalił, zostając poniekąd odcięta od świata, bez możliwości dostania się do miasta. Bez rodziny, z dala od wszystkich swoich znajomych i przyjaciół.  Błędne myślenie. Tak naprawdę da się żyć, będąc jednocześnie szczęśliwym.

Po raz pierwszy czuję, że jestem we właściwym miejscu.

Kiedy się tu przeprowadziłam, nie spodziewałam się sielanki. Czyżby zakładali, że przy pierwszych trudnościach się poddam? Jestem realistką, stojącą mocno na nogach. Nie pesymistką, nie optymistką, a realistką. Być może niektórzy myśleli, że kiedy temperatura spadnie do -34, zacznę myśleć o sprzedaży i powrocie w miejsce cieplejsze, tam skąd przybyłam. Otóż nie. Wiedziałam, że zimą w tej części Polski będzie trochę zimniej, zdziwiona nie byłam. Zimny wychów, zdrowy wychów 🙂 Jeśli chodzi o znajomych i przyjaciół, to nie widzę absolutnie żadnej różnicy. Odległość nic tutaj nie zmieniła. Ci, którzy nie odczuwali potrzeby kontaktu z nami, a których mieliśmy prawie pod samym nosem, nadal jej nie odczuwają. To był bardzo istotny sprawdzian zarówno dla mnie, jak i dla moich znajomych. Test, który pokazał, ilu ich faktycznie mam. Sytuacja finansowa nie pozwala mi na zbyt częste podróże, z tego powodu wszelkie znajomości zwyczajnie usychają, jak roślina z braku wody. Kontakt jest coraz rzadszy, aż w końcu całkowicie ustanie. Mam jednak takie nieodparte wrażenie, że niewiele z tych osób interesuje to, co mam ja do powiedzenia. Dużo mówią o sobie. Być może treść, jaką przekazuję dla większości jest zbyt nudna lub zbyt trudna. Mnie to jednak nie przeszkadza. Nie piszę tego dla nich. Nie mam praktycznie żadnych możliwości, by nawiązywać jakiekolwiek znajomości. Nie stanowi to jednak dla mnie większego problemu, jestem samotnikiem. Nic na siłę… O przyjaźni już pisałam, więc powtarzać się nie będę.

Gdy podróżnik zostawia w tyle za sobą góry, po raz pierwszy widzi je w ich rzeczywistym kształcie – tak też jest z przyjaciółmi.

Hans Christian Andersen (Baśń mojego życia)

Zostawiłam w tyle swoje góry, spoglądając na ich rzeczywisty kształt. Wciąż na nie patrzę i rozmyślam, ile tak naprawdę mam znajomych. Nie ludzi, którzy kiedyś mnie spotkali i wiedzą jak się nazywam, ale ludzi, którzy chcą mieć ze mną kontakt. Przecież jak dotąd nie zależało mi na ilości, jedynie na jakości. Nie jestem typem zbieracza czy kolekcjonera ludzi na Facebooku lub innym portalu. Moim zdaniem, dają nic innego, jak tylko złudzenie utrzymywania kontaktu z kimś, z kim tak naprawdę bardzo często żadnego kontaktu nie mam, kto wcale nie zacząłby rozmowy, gdybym ja pierwsza tego nie zrobiła. Z kimś, kogo nie interesuje, co mi w duszy gra, ani to, co jest dla mnie bardzo ważne. Czy to, że znamy kogoś z imienia, nazwiska lub paru innych faktów, wystarczy, by nazwać go swoim znajomym? Gdyby tak było, wśród znajomych na moim koncie widniałaby Angelina Jolie, Robert de Niro lub Adam Sandler, którego bardzo lubię oglądać na ekranie. Czy fakt, że kiedyś zamieniłam z kimś parę słów coś zmienia? Zamieniłam wiele słów z wieloma obcymi ludźmi, których nigdy nie dodałam do znajomych z prostego powodu. Nie dodam do znajomych mojego ginekologa, ani Pani dentystki. Znak dostępności na portalu to trochę za mało, by uznać kogoś za swojego znajomego. Czy zmienia coś to, że kiedyś spotkaliśmy się w realu? Oczywiście, że nie. W gronie dobrych znajomych mam osobę, której nigdy nie widziałam, nigdy nie spotkałam oraz koleżankę ze szkoły, której być może nigdy już nie zobaczę, ze względu na dzielącą odległość. Szczerze uważam ich za dobre znajome, ponieważ do tego trzeba czegoś więcej; wspólnego tematu do rozmowy, regularnego kontaktu po prostu. Trzeba słuchać i być wysłuchanym.

Są też ludzie, których znałam dobrze, lecz kontakt dawno się urwał. Pozostało jedynie zielone kółeczko na czacie… To trochę za mało.

Wszystko ponoć jest dla ludzi, jednak najważniejszy dla mnie jest zdrowy DYSTANS – do wszystkiego, do siebie, do ludzi również.

Dążę do tego, by wybierać mój świat świadomie, by nie skupiać się na tym, czego nie mam, a jedynie na tym, co posiadam, na rzeczywistości, realności i teraźniejszości. Dzień jest zbyt krótki, by go marnować. Traktuję to jak wyzwanie, by wznieść się na inny poziom, pokonując swoje słabości, frustracje, ograniczenia. Wokół nas pełno jest przekonań, które nas ograniczają; że nie da się żyć bez łatwego dostępu do wszystkich atrakcji tego świata, że jeśli nie ma ciebie na Fb, to nie istniejesz. Jestem pewna, że jeśli jestem dla kogoś ważna, będę istnieć pomimo braku konta na Facebooku. Dla tych, którym jestem obojętna nie istnieję nawet będąc w grupie ich znajomych. Moja nieobecność na portalach społecznościowych jest decyzją właściwą

Często dajesz innym szansę tworzenia Twojego szczęścia i wielokrotnie się zdarza, że nie spełniają oni Twoich oczekiwań. Dlaczego? Dlatego, że tylko jedna osoba jest odpowiedzialna za Twoją radość, Twoje szczęście – Ty sam.

Lisa Nichols

Moim zadaniem jestem ja sama.

Advertisements

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s