Mniej znaczy więcej

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze wiedziałam, że jestem inna, jakbym nie pasowała do tego świata. Próbując się dostosować, traciłam swoje „ja”, oddalałam się od samej siebie. Próbowałam dopasować się do wymagań stawianych mi przez otoczenie, rodzinę, znajomych. Doszukiwałam się zawiłości w rzeczach bardzo prostych. Miało to wpływ również na moje stosunki z drugim człowiekiem, maksymalnie je komplikowałam. Za bardzo szukałam wciąż akceptacji i byłam drażliwa na krytykę. W rezultacie czułam, że ludzie wciąż mnie ranią i coraz mniej im ufałam. Zastanawiało mnie, dlaczego nie mogę iść jak wszyscy, w danym kierunku. Dlaczego mnie zawsze ciągnęło gdzieś w inną stronę? Dlaczego to mnie ranią? Oczywiście uważałam tę stronę mojej osobowości za negatywną, co wpędzało mnie w depresję. Dopiero po wielu latach zrozumiałam, że ta „inność” może być moją zaletą.

Wyobraźmy sobie łąkę pełną czerwonych róż i jedną różę herbacianą wśród nich. Wszystkie są piękne, lecz ta herbaciana jest wyjątkowa. Tak samo jest z nami, wcale nie musimy być jak wszyscy inni, jak te piękne czerwone róże. Nie miejmy wyrzutów, jeśli jesteśmy tą herbacianą różą. „Inność” bowiem oznacza naszą wyjątkowość, a nie kogoś gorszego. Potem przyszło zrozumienie istoty komunikacji międzyludzkiej i stosunek do ludzi zaczął się zmieniać. Pojęłam wreszcie, że jedyną osobą, która mnie krzywdzi najbardziej, jestem JA SAMA. Pierwszy krok na mojej drodze był wielkim zaskoczeniem. Było mi niezwykle dobrze, tak swojsko. Przestałam patrzeć się na innych, a zaczęłam spoglądać głęboko w siebie. To, co tam widziałam zaczęło mi się podobać, bo po raz pierwszy zobaczyłam to swoimi, własnymi oczami. Wszystko stało się o wiele prostsze.

„Gdy ktoś zaczyna żyć coraz głębiej, wewnątrz siebie samego, żyje też prościej na zewnątrz” – Anthony de Mello.

Nigdy nie lubiłam się malować, obwieszać świecidełkami. Nie znosiłam sukni wieczorowych, butów na obcasie. Niczego, co zbytnio błyszczało. Nawet za choinką świąteczną nie przepadałam. Pytałam samą siebie, co ze mnie za kobieta. Kiedy próbowałam na siłę to zmieniać, czułam się nieswojo. Wszystko we mnie krzyczało:
– To nie jestem ja!

Właściwie, jaka ja tak naprawdę jestem?

Tego wtedy nie wiedziałam. Poszłam na studia, żeby być mądrzejsza, by znaleźć tam siebie. Tak się nie stało, bo mądrość można znaleźć w ciszy własnego wnętrza, wykorzystując zdobytą wiedzę i doświadczenie. Studia nie są miarą mądrości. Są ludzie, którzy mają ogromną wiedzę, nieprzeciętną inteligencję, którzy wiedzę teoretyczną mają opanowaną do perfekcji. Znają odpowiedzi na wiele pytań, a mądrości im brak. Dzieje się tak dlatego, że tego najważniejszego nie znajdziemy w żadnej książce. Nigdy nie aspirowałam do tego, by ktoś o mnie powiedział, że jestem inteligentna. Mnie zależało na rozwoju osobistym, tym duchowym. Z tego powodu między innymi powstała moja strona. Chciałam móc gdzieś zbierać moje doświadczenia i wyciągać z nich wnioski.

Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, kiedy zrozumiałam, że tak naprawdę wcale nie jestem jakoś specjalnie skomplikowana. Gdybym wkładała tyle trudu w upraszczanie, co w komplikowanie…

Prostota to bardzo piękna cecha i właściwość, która jest mi niezwykle bliska. Najlepiej czuję się wprowadzając w życie zasadę minimalizmu, upraszczając wszystko wokół siebie w granicach mych możliwości. Nie są mi potrzebne modne stroje. Nie interesuję się najnowszymi trendami. Zapewne, gdyby to było zależne jedynie ode mnie, nie miałabym ani komórki, ani samochodu, ani telewizora. Byłabym równie szczęśliwa bez wielu, wielu rzeczy. Prostotę usiłuję wplatać we wszystko, w życie duchowe, otoczenie, a także w moje teksty. Proste słowa, proste myśli, proste życie. Miejsce, w którym żyję pokochałam właśnie za jego prostotę. Przyznać muszę, że nawet własne koty cenię bardziej niż psa, ze względu na prostotę indywidualizmu chodzącą na czterech łapkach 😉 Może dlatego też, że sama mam poniekąd koci charakter; chadzam własnymi drogami, których czasem nawet mój mąż nie jest w stanie pojąć.

 

Chrześcijańska prostota jest mi zupełnie obca, ponieważ stanowi pokorę w obliczu Boga, również ze względu na wszechobecny przepych. Bogate kościoły, drogie samochody i kasa. Nawet cmentarz rządzi się swoimi prawami, tam moda również dotarła. W religii chrześcijańskiej brakuje mi tego prawdziwego bogactwa, które jest czymś więcej niż stanem konta, więcej niż stanem posiadania. Mikołaj Gogol powiedział, że „prawdziwa wielkość ubrana jest w prostotę”. Nie w purpurę. Bóg jest uosobieniem prostoty? Czy prostota jest w stanie stworzyć coś tak skomplikowanego? Czy Biblia jest uosobieniem prostoty? Nie dla mnie. Wszystkie wątpliwości, sprzeczności i brak dosłowności stanowią istotę złożoności.

Jeszcze jedna rzecz, której nie sposób pominąć. Nigdy nie zastanawiamy się nad naszym oddechem, po prostu oddychamy. Dla mnie jest on uosobieniem prostoty. Wdech, wydech i tak codziennie. Skupiając się na oddychaniu, odganiamy od siebie wszystkie myśli, które kłębiąc się w naszych głowach, bywają przyczyną niepokojów i wprowadzają często chaos. Ile razy pogubiliśmy się we własnych rozmyślaniach? Zauważcie, że wtedy właśnie myślenie zostaje wyłączone. Miarowość oddechu wprowadza spokój, chaos mija. Czasem bywa tak, że nie możemy zasnąć z powodu natarczywych myśli i obrazów powstających w naszych głowach. Szukamy rozwiązań w trudnej sytuacji i zagłębiamy się jeszcze bardziej w wytwory naszego umysłu. Tymczasem wystarczy zwyczajnie skupić się na codziennej czynności, jaką jest oddychanie.

Oddech, prostota niedoceniana.

Reklamy

One Reply to “Mniej znaczy więcej”

  1. Pięknie opisana prostota. Niemniej nie zawsze przez wszystkich wysoko ceniona i często marginelizowana, a także zbyt często poddają się zbędnej nadinterpretacji, jak to mi ktoś mądry podpowiedział. Chciałabym życzyć Ci wielu takich wspaniałych i prostolinijnych przemyśleń, bez zbędnych – masz rację – utrudniających życie rozmyślań. Filozofowie bowiem często mają zbyt skomplikowaną naturę, by nacieszyć się prostotą umysłu i spokojem ducha, o którym sami piszą tomy ideologicznych rozważań. Być może gdzieś jednak jest filozof, który bardzo czegoś żałuje, bo jest zbyt zdystansowany do świata i ludzi, którzy go kiedyś zranili. Chciałabym zobaczyć kiedyś Twą książkę na półce w księgarni i być dumną z tego, że miałam okazję napisać kilka słów na Twoim blogu. Pozdrawiam, Anna.  PS. Nie ustawaj w pisaniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s