Czy taki diabeł straszny jak go malują?

Nie pojawia się w nas nagle. Jest z nami od początku naszego życia do jego końca. Niektórzy z nas ją polubili i nauczyli się trudnej sztuki akceptacji. Nie traktują jej jak wroga, lecz jak sprzymierzeńca. Dla innych zaś jest jak nieoswojone dzikie zwierzę, które atakuje niespodziewanie.

Co czujesz, gdy elektrownia wyłączy prąd i zapada całkowita ciemność? Co czujesz, kiedy na parę godzin zabraknie telewizora, komputera i dostępu do elektronicznych zabawek umilających nam czas? W niczym niezakłóconej ciszy zaczynają pojawiać się pytania. Czy boisz się ich? Stajemy w prawdzie sami przed sobą, z własnymi problemami. Czy nie jest tak, że ta chęć włączenia telewizora jest silniejsza, że próbujemy mimo wszystko zająć się czymś, oby tylko nuda nie zagnała nas w kozi róg z własnymi myślami? Mały Książę miał rację, kiedy mówił, że jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswoiliśmy. Najtrudniej jednak oswoić samego siebie. Kto tego nie uczyni, nawet w tłumie będzie samotny.

Samotność – nie taki diabeł straszny jak go malują. Nie twierdzę, że jest łatwa. Czasem jest trudna. Jest wybawieniem i ogromną radością, innym razem przychodzi smutek, szczególnie wtedy, kiedy samemu trzeba zmierzyć się z przeciwnościami. Smutki jednak są naszą codziennością. Nie możemy się godzić na lęk, który jest negatywnym stanem emocjonalnym wymagającym pomocy. Samotność nie jest pustką. Mój dzban nawet w samotności jest wypełniony po brzegi. Samotność jest istotą człowieczeństwa. Każdy bez wyjątku musi się z nią czasem mierzyć.

Jak to w życiu bywa, często z plusami są jakieś minusy. Nie zawsze mamy kogoś obok siebie. Brak jednak kogoś bliskiego, brak wsparcia nie oznacza jeszcze pustki i samotności w znaczeniu negatywnym. Do jej wypełnienia potrzebny jest człowiek, którym przecież jestem. Istnieję, czuję, mam marzenia, zainteresowania i całkiem fajne towarzystwo – siebie. Moje szczęście nie może zależeć od innej osoby, zależy wyłącznie ode mnie. Nie mogę żądać, aby ten czy inny człowiek uczynił mnie szczęśliwą. Cieszę się, gdy jest ze mną, ale nie mogę zawłaszczać go dla siebie. Drugi człowiek dziś jest, jutro go może nie być. Tak się składa, że jestem jedyną osobą, która mnie nie opuści, póki nie wydam z siebie ostatniego tchnienia. Cieszę się jednak, kiedy ten człowiek jest. Już kiedyś pisałam, że jeśli chodzi o ludzi jestem na TAK, ALE W ODPOWIEDNICH DAWKACH.

Na stronie Rozwój i Świadomość autorka pisze o orkiestrze, która gra piękną melodię w moim towarzystwie. Kiedy kogoś spotykam gra inną melodię. Jednak, gdy jestem sama wcale nie zapada cisza, orkiestra dalej gra, inną melodię, ale równie wspaniałą. Dokładnie tak staram się patrzeć na samotność. Nie chcę być zależna emocjonalnie od nikogo, nie chcę być przyklejona do ukochanej osoby. To jest bardzo trudne, szczególnie wtedy, kiedy finansowo jest się zależnym, ale dopiero teraz myślę, że możliwe. Czyjeś towarzystwo wcale nie jest lekiem na samotność, może na chwilkę. Potem znów zjawi się pustka i kolejny raz weźmiemy pilota do ręki lub myszkę, grając w najróżniejsze gry na komputerze, być może szukając tam ucieczki. W ogóle nie jestem pewna, czy na samotność potrzebny jest jakikolwiek lek. Myślę, że wystarczy dostrzec rzeczywistość, zrozumieć ją i zaakceptować. Kolejny raz powtórzę, to wcale nie jest takie łatwe, ale uwierzcie mi, że warto ponieść ten trud.

  W książce „Budda drzemie w Zorbie”, której autorem jest  Osho, znalazłam bardzo trafne słowa:

Samotność to odkrywanie samego siebie. Osamotnienie to tęsknota za innymi, dopominanie się o innych, uzależnienie od innych. Stąd, ktoś inny ma nad tobą władzę, a ty masz władzę nad kimś innym. Osamotnienie jest słabością. Samotność jest siłą.Jesteśmy sobie obcy. Być może spotkaliśmy się i żyjemy razem, ale nasza samotność jest zawsze z nami. Przestań uciekać od siebie samego i zatapiać się w różnych rodzajach narkotyków, relacji, religii. Nie przerzucaj własnych problemów na innych. Każdy musi sam rozwiązywać własne problemy, a nie ma ich zbyt wiele -wszystkie są wynikiem jednego, którego nie rozwiązałeś dotychczas. Problem ten tkwi w tym, jak wejść we własną samotność bez lęku? Moment, w którym wejdziesz we własną samotność bez lęku, będzie tak pięknym i ekstatycznym doświadczeniem, że nie istnieje nic, z czym mógłbyś to porównać. Zaakceptuj samotność radośnie, wejdź w nią tak głęboko, jak to tylko możliwe. Im głębiej się znajdziesz, tym odleglejsze staną się wszystkie problemy. Nie ma już potrzeby potrzebować, nie ma potrzeby być potrzebnym. I chwila, gdy dotkniesz samego centrum własnego istnienia będzie oznaczała, że dotarłeś do domu.

Dostrzeżenie i zrozumienie zajęło mi wiele lat, bo prawie całe dotychczasowe życie. Akceptacja i wdrożenie w życie jest jeszcze trudniejsze, ale przyznać muszę, że odkrywanie siebie jest naprawdę ekscytujące

Samotność jest moim wyborem, który nie jest powodowany lękiem przed ludźmi. Jestem otwartym introwertykiem, ale moją siłą jest to, że nie potrzebuję ludzi do pełni szczęścia. Nie szukam czyjejś akceptacji, jest dla mnie zupełnie bez znaczenia. Nie mówię ludziom tego, co chcą usłyszeć. Krytyka natomiast nie dotyka tego, co najważniejsze.

Ludzie ranią tylko wtedy, kiedy na to pozwalamy, gdy zezwalamy im na przejęcie nad nami władzy.

Advertisements

5 Replies to “Czy taki diabeł straszny jak go malują?”

  1. Drugi człowiek dziś jest, jutro go może nie być. Tak się składa, że jestem jedyną osobą, która mnie nie opuści, póki nie wydam z siebie ostatniego tchnienia – napisałaś. Ujęłaś to bardzo trafnie. Zgadzam się co do ostatniego wyrazu. Od lat jestem typem samotnika, który nie ufa ludziom i nie wierzy w wieczną przyjaźń, nie dla zasady, dla uporu, lecz ze względu na realia tej naszej szarej rzeczywistości. Jesli większość ludzi mnie nie rozumie, to jestem skazana z konieczności na samą siebie, oczywiście prócz męża czy innych bliskich w rodzinie. Samotność ta, jak sama pięknie to ujęłaś, nie oznacza horroru, jakiegoś emocjonalnego czy psychicznego cierpienia. Jest moim wyborem i jakiegoś rodzaju szczęściem. Nie jest przyjemnością z gruntu taką, jak wielu przyjemność pojmuje, lecz jest pewnym spokojem, wytchnieniem. Miło jest czytać kogoś, kto podobnie odczuwa. Czekam na więcej 🙂

  2. Mnie również jest bardzo miło. Osobiście nie odnoszę takiego wrażenia, że nikt mnie nie rozumie. W zasadzie, to nawet o to nie zabiegam. Czyjeś zrozumienie lub jego brak nie wpływa na poziom mojego szczęścia. Tak naprawdę, to nawet lubię ludzi, rozmowy z nimi. Często jestem sama z powodu pracy męża, ale nie traktuję tego jako konieczność. To słowo z jakiegoś powodu mi nie odpowiada. Lubię swoją samotność i dla mnie jest właśnie przyjemnością. Jestem absolutnie za towarzystwem innych ludzi, jednak w odpowiednich dawkach. Dziś odnoszę takie wrażenie, że nieufność niezbyt dokładnie oddaje mój stosunek do ludzi. Myślę, że bardziej odpowiednim jest słowo DYSTANS.

  3. witamprzeczytałam dzisiaj ten tekst i siedziałam zdumiona, jak obuchem w łeb, chciałam napisać boże jak ty jesteś mądra, ale pomyślałam że jako ateistka powinnam znajdowac słowa zastępcze na, o boże, ojezu, o matko boska, bo jeszcze jak tak powiem na łozu śmierci to ktoś pomyśli że sie nawróciłam. a to takie zwyczajowe, ale staram sie nad tym pracowaćale nie o tym chciałam pisac, tylko o tym co przeczytałam, od jakiegoś czasu żyję w pewnym chaosie, wydaje mi sie że coś wiem a za chwile nie jestem pewna, to wszystko jest we mnie w srodku, ale nie umiem tego zwerbalizować, a ty robisz to tak pieknie, że wszystko staje sie jasne i klarowne i układa sie w sensowną całość. Jestem samotna , ale nie osamotniona, lubiębyć samotna, ale wydawało mi się,że to ucieczka od życia, a może chcę juz umrzeć, a ty mi to wszystko tak ładnie poukładałaś, bedę to czytać jeszcze wiele razy i wszystkie twoje teksty i właściwie powinnam napisać że jestem ci bardzo wdzieczna ze tu jesteswanda

  4. Nie ma większej nagrody dla mnie, niż czytelnik, do którego się trafiło w samo serce. Dziękuję za komplement. Między innymi w tym celu moje myśli układam w słowa, by komuś mogły one pomóc, z nadzieją, że ta wiedza komuś kiedyś się przyda. Pisanie pomaga chyba najbardziej mnie samej, w porządkowaniu i ubogacaniu mojej duszy. Nie jest dla mnie wyzbywaniem się nagromadzonych emocji, ponieważ nigdy nie piszę, kiedy emocje są silne. Pisanie jest moją metodą pracy nad sobą. Jest to jedna z części składowych mojego sensu życia, moja życiowa pasja, którą bardzo późno znalazłam. Myślałam, że jest nią śpiewanie i muzyka, jednak ta cisza, kiedy słychać jedynie delikatny dźwięk stukającej klawiatury sprawia, że z moją duszą dzieje się coś przedziwnego, czego nie sposób opisać. Cisza stała się dla mnie najpiękniejszą muzyką świata. Pozdrawiam Cię Wando bardzo serdecznie.

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s