Jak u pana Boga za piecem?

Przyjechałam do maleńkiej wsi, gdzie droga się kończy. Stanęłam przed drewnianym domem i serce mi zabiło. Znalazłam moje własne miejsce na ziemi. Moje Podlasie i jego niepowtarzalne oblicze. Miejsce, gdzie czas się jakby zatrzymał.

Zamykasz oczy, myślisz Podlasie. Co widzisz? Mniej więcej tak zadane pytanie znalazłam na Facebooku, na stronie „I love Podlasie” Temat bardzo mi bliski, ponieważ tą część Polski kocham najbardziej. Co ja widzę, gdy zamykam oczy? Mam to ogromne szczęście, że nie muszę ich zamykać. Otwieram je szeroko każdego dnia i chłonę wszystkimi zmysłami. Nie znam lepszego lekarstwa na każdy ból, jak wyjść na spacer, posłuchać jak w tej cudownej ciszy szumią drzewa, jak pachnie las iglasty, jak klekoczą bociany, których najwięcej jest właśnie u nas. Przynieść z tego spaceru torbę grzybów znalezionych tuż za domem, przy drodze. Oglądać szybujące jastrzębie i inne ciekawe ptaki, mniejsze lub większe, których dotąd nigdy nie miałam okazji oglądać, posłuchać ich śpiewu. Nie chcę tu wracać, chcę tu żyć. Poza tym, Podlasie to jedyne miejsce chyba, gdzie możemy spotkać taką mieszankę kulturowo-religijną z językiem chachłackim na czele.

Jakieś 2 lata temu czytałam artykuł o ludziach z Podlasia. Wyniki badań wskazywały, iż region ten ma najwyższy wskaźnik zadowolenia z życia z jednocześnie najniższym poziomem dochodów. Zapadło mi to wtedy bardzo w pamięć. Najubożsi – najszczęśliwsi? Pojechałam później na wakacje do Wiżajn na Suwalszczyźnie i zakochałam się w Podlasiu; w sposobie życia i myślenia. Tutaj ludzie nie narzekają. Często słyszę od moich sąsiadów: „Co zrobić, tak widać trzeba„. Stare, ubogie chatynki i uśmiechnięta staruszka z laską, to właśnie rzuciło mi się w oczy, kiedy przyjechałam w ten region po raz pierwszy. Chatki, które nigdzie nie zrobiły na mnie takiego wrażenia. Prostota życia, myślenia mnie wprost urzekły.

Znam ludzi, którzy wolą mieszkać w bloku, w mieście, gdzie wszędzie blisko, a na „działkę” lubią wpadać czasem i najlepiej do znajomych „na gotowe”. Poleżeć, wypić i nie mieć żadnych obowiązków z tym związanych. Można i tak, ale to nie dla mnie. Czasem pracy jest całkiem sporo, ale to jest coś, co wykonuje się z przyjemnością, swój własny kawałek ziemi. Kocham każde drzewko, które rośnie w moim ogrodzie, każdą roślinkę zasadzoną własnymi rękami. Cieszy mnie ta praca, szczególnie, kiedy widać jej efekty. Razem z plusami pojawiają się także i problemy, jak wszędzie. Trzeba tylko pamiętać, że czasem nie tylko w matematyce, ale i w życiu dwa minusy dają plus. Najbardziej denerwujące są teksty typu: „przecież ty nie pracujesz, więc masz czas, nie to, co ja…” Typowy polski malkontent, wiecznie niezadowolony ze swojego życia. Nigdy nie uważałam się za osobę niepracującą, to państwo taką mnie czyni nadając gospodyni domowej status bezrobotnej, co jest kompletną bzdurą. Staram się w życiu robić to, co lubię i lubić to, co robię. Bycie kobietą ma swoje plusy. Każdy z nas staje przed wyborem i go dokonuje. Jeśli coś ci nie odpowiada, należy pomyśleć, co można zmienić. Gdybym chciała być „trendy”, mieć szafę pełną modnych ubrań i dobrych kosmetyków, by zawsze wyglądać kobieco, zapewne dawno bym musiała podjąć pracę zawodową i zostawić dzieci opiekunce. Wybrałam inaczej. Jeśli komuś jego wybór się nie podoba, niech postara się go zmienić lub choćby zmodyfikować. Człowiek często staje przed sytuacjami, które wydają się być bez wyjścia, kiedy myślimy, że „musimy”, narzekając przy tym i obwiniając. Kogo? No jak zawsze, władzę. Wszystkich dookoła, z wyjątkiem siebie. Jedyne co musimy, to umrzeć kiedyś, reszta to są nasze wybory. Godzimy się na coś lub nie. Skwaszone miny Polaków, którym jest wiecznie źle. Czy tak musimy być postrzegani?  Dlatego tak podziwiam tę kresową mentalność na Podlasiu, zupełnie inną od tej etykietki zwykle nam przyklejanej. Mentalność tak prosta, że czasem zbyt trudna do zrozumienia.

Reklamy

4 Replies to “Jak u pana Boga za piecem?”

  1. Przepraszam, że tak późno komentuję, ale dopiero niedawno wpadłam na Twój blog i doczytuję sobie. Widzę to bardzo podobnie, jak Ty. życie jest za krótkie na malkontenctwo i narzekanie, każda chwila jest cenna niczym klejnot i żal ją tracić na głupstwa. Też kocham wszystko, co zasadziłam i naszą krainę, więcej – nie mogę bez niej żyć

  2. Bardzo się cieszę, że wpadłaś. Zrobiłaś to jak najbardziej w dobrym momencie, ponieważ tego bloga mam od niedawna. Teksty nie są najnowsze, ale sam blog owszem. Wzięłam się za porządki i rozdzieliłam tematycznie jedną stronę na dwie odrębne. Odnośnie miłości do swej ziemi – czasem budzę się spocona, przestraszona, bo śnił mi się koszmar, że musiałam opuścić mój dom i zamieszkać znów w bloku. Kocham też Bieszczady i to tam chciałam kiedyś mieszkać. Życie zaprowadziło mnie gdzie indziej, ale pokochałam także i to miejsce całym sercem i od pierwszego wejrzenia. Moje skromne, ale własne 🙂 Nie umiałabym się już odnaleźć w blokowisku, bez tej przyrody, drzew, moich krzewów i tej czasem ciężkiej pracy. Natura to najlepsze lekarstwo na naszą duszę.

  3. Nigdy nie zaczynam czytać bloga od tyłu zawsze od początku i tym postem mnie oczarowałaś i chcę czytać dalej 🙂 Rzeczywiście bardzo podobnie myślimy ja jestem taką podlaską kobietą tylko usytuowaną na śląsku. Mój tok myślenia jest właśnie taki jak opisujesz 🙂 Wciągnę się w twój blog aż dojdę do ostatniego wpisu więc zaczynam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s