Manipulacja i szantaż

Ujawnienie swojego światopoglądu rodzinie nie jest sprawą łatwą. Razem z mężem zdawaliśmy sobie sprawę z konsekwencji tego czynu. Najgorszy jest ten pierwszy krok – tak myślałam. Okazuje się, że jest to zaledwie początek przyszłych trudności. Jesteśmy poddawani ciągłej indoktrynacji. Niektórzy nie są w stanie zaakceptować naszych wyborów i do dziś próbują manipulacji, jako środka, który ma przekonać nasze pociechy do ich wizji świata.

Zwykle sytuacje takie mają miejsce w okolicach katolickich świąt. Kiedy nadchodzi maj, nasila się temat pierwszej komunii. W okolicach grudniowych świąt zaczyna się temat ich obchodzenia. Usiłują wpływać na dzieci, przeprowadzając z nimi taktyczne rozmowy, kiedy nas przy tym nie ma. Dzieci jednak, po takich rozmowach, zwykle mają jakieś pytania i przychodzą z tym do nas, wtedy „wychodzi szydło z  worka”.

– Kto Ci to powiedział?! – Tu pada imię osoby.

I jeszcze […].

O wszystkim dowiaduję się od moich dzieci.

Jakiś czas temu, moje dziecko wróciło do domu z tekstem, że źle wychowuję swoje dzieci. Oczywiście, dowiedziałam się również, kto tak uważa. Tu nastąpił grad pytań… Oczywiście chodziło o wychowanie dzieci w wierze katolickiej, jako jedynej i najwłaściwszej metodzie. Nie mogło zabraknąć również rozmów o pierwszej komunii, pięknej białej sukni, prezentach, pieniądzach itd. (nie są to dla nas żadne argumenty). Zarzucić przynętę na dziecko, a nuż da się złapać! Czasami jestem świadkiem rozmów takiego typu:

– Jak przekonasz mamę do lekcji religii i komunii to Ci kupię […].

Pewnego dnia, przypadkiem usłyszałam część takiej rozmowy. Kiedy weszłam, rozmowa ucichła. Przemilczę, jak się wtedy poczuliśmy z mężem.

Sytuacje takie wprowadzają mętlik w nieukształtowanym jeszcze umyśle młodego człowieka. Pomimo to, mam nadzieję, że wpłyną pozytywnie na dzieci. Naszym bowiem zadaniem jest nauczyć je dokonywania wyboru, odpowiedzialności, radzenia sobie z problemami; m.in. z takim mętlikiem oraz samodzielnego i niezależnego myślenia. To my wyjaśniamy, prostujemy… Jesteśmy na to przygotowani. Kiedy po raz kolejny tłumaczymy, że NASZE DZIECI DO KOMUNII NIE PÓJDĄ i jest to przysłowiowa „kula w płot”, pojawia się złość. W końcu ile razy można tłumaczyć? Nie lekceważymy jednak żadnej z tych sytuacji i na bieżąco wyjaśniamy je z dziećmi. Obserwowanie przez nich, jak dziadkowie robią coś za plecami ich rodziców, w tajemnicy przed nimi i przeciwko nim, może stać się strzeleniem gola do własnej bramki, czyli tzw. „samobójem”.

Czasem podejmowane są próby szantażu, jako taktyki, która powinna nas przekonać. Stawianie sprawy na  tzw. ostrzu noża. Nie poddałam się nawet wtedy, kiedy zagrożono mi zerwaniem wszelkich stosunków, jeśli nie zapiszę dzieci na religię. Staram się nie dać wciągnąć w takie dyskusje. Załatwiam je krótko. Odpowiedziałam, że nie ma takiej możliwości, żebym uległa jakimkolwiek groźbom i zadałam pytanie, czy na pewno chce stracić wszystkie najbliższe osoby. Usłyszenie takich słów zawsze boli, ale ten strach, który się pojawia nie może mieć żadnego wpływu na nasze decyzje.

Szantażem nikt do niczego nas nie przekona. Przekonać mogą jedynie dobre argumenty, których jak dotąd brak. Pomyślcie kochani, kto na tym więcej straci?

Droga, którą wybraliśmy jest z tych trudniejszych. Nie wyobrażam sobie jednak, że moglibyśmy postąpić inaczej. Warto żyć w zgodzie ze sobą i z własnymi zasadami. Warto ponosić ten trud. Swoją drogę każdy powinien wybrać sam. Nie może być ona nikomu narzucana.

Reklamy

3 Replies to “Manipulacja i szantaż”

  1. Jeśli mogę.Znalazła się pani w położeniu nie do pozazdroszczenia.Po pierwsze sami rodzice,relacje rodzice-pani,dziadkowie-wnuki.Teraz każde wyznanie musi znależć swoje miejsce w waszej rodzinie.Proszę zrozumieć,że pani wyznanie, akt odwagi nie zakończył procesu on go rozpoczął i nie należy się temu dziwić,sama pani pisze,jak długo narastała w pani niezgoda, przemiana a na koniec decyzja, należało również podarować ten czas rodzicom (nie znam wzajemnych relacji,ale trzeba szukać a jeżeli wszystko zawodzi odwołać się do psychologii i dyplomacji w końcu do nauki Chrystusa, w którego życie jest wpisany upadek,akt miłosierdzia,zgoda na los z miłością i wiarą przyjmowanie tego co niesie,pewien filozof pisał,że życie,jest stanem opresji i najważniejsze jacy z nich wychodzimy)Proszę nie wylewać dziecka z kąpielą.Jeśli to możliwe musi pani pomóc rodzicom być ich wsparciem,szkoda ,że wcześniej nie przygotowała pani gruntu, nie poszukała wsparcia być może dzisiaj byłoby łatwiej. Dzieciom najlepiej wytłumaczyć wykorzystując potrosze historycznie, etnograficznie,że tradycja(z naciskiem na tradycję), że dziadkowie wychowani w takiej tradycji,że taki mają pogląd na świat,że świat pełen jest wyznawców przerożnych religii,przekonań,że nieustannie ewoluuje i pojawiają się też nowe. Trzeba pogodzić te dwa światy a może trzy. Wasz, rodziców i dzieci bo jeżeli nie pozostaje pani tylko w sferze deklaratywnej to powinna pani uszanować poglądy rodziców,rodzące się u dzieci(a jeszcze nie wiadomo jakie będą).

  2. Oczywiście, że można. Szanujemy prawo do wyznania, nie pouczamy naszych rodziców, ani nie narzucamy nikomu naszego światopoglądu, nie mówimy im jak mają żyć i nigdy nie było inaczej. Chodzi o to jedynie, że fajnie by było, gdyby to działało także w drugą stronę, w naszą. To raczej rodzina musi znaleźć w niej miejsce dla nas. Cierpliwie czekamy. Wiem o tym, że to początek. Z tłumaczeniem naszym dzieciom nie mamy problemów. Dzieci słuchają i wydaje się, że rozumieją. Co do reszty, tłumaczymy i czekamy.Z tym szukaniem wsparcia, to w moim mniemaniu jest troszkę inaczej (patrząc z perspektywy tej, że sama mam dzieci), ale mniejsza o większość 😉 Może ma Pan(lub Pani) rację, że przy innych (bardziej otwartych) stosunkach z rodziną coming out byłby łatwiejszy.Pomóc nam może tylko czas i konsekwencja w postępowaniu. Być może jednak nie zmieni się nic pomimo to, na co również staramy się być przygotowani. Dziękuję za wpis. Pozdrawiam i zapraszam.

  3. Niestety takie sytuacje, jak opisała autorka bloga, są dość częste w krajach katolickich, gdzie religia (katolicka) jest ogólnie deklarowana przez system społeczny, uprawomocniona przez państwo, gdzie święta katolickie są dniami wolnymi od pracy wobec wszystkich, a nie tylko katolików. Usiłowanie wrzucenia wszystkich do jednego worka prowadzi do konfliktów, bo ludzie  miewają różne światopoglądy, każdy jest inny i szacunek winien być na pierwszym miejscu. Czytelnik 8agnostyk napisał, że autorka wylewa dziecko z kąpielą. Hmmm… nie mogę się zgodzić. Cytuje Pan/Pani filozofów, otóż ja także jestem filozofem i ilu myślicieli, tyle teorii. Ale czy zawsze właściwych? W zderzeniu z rzeczywistością padają wszelkie ideały. Autorka ma rację, że dobrze wychowuje dzieci, bo rodzice dyskutują z dziećmi o problemach wyznaniowych i światopoglądowych. To, że są to dzieci, nie oznacza, że własnego zdania nie posiadają lub rozumu im brak, czasem potrafią zrozumieć więcej niż jeden dorosły. Po pierwsze tolerancja, po drugie tolerancja i po trzeci raz to samo… Dzieci trzeba uświadamiać najwcześniej, a nie wpajać banały, kłamstwa lub uczyć pochlebstw. Skoro ateista czy agnostyk ma w sobie tyleż tolerancji, że żyje w zgodzie z własnymi zasadami i toleruje katolika, muzułmanina czy hindusa, dlaczego z tamtej strony ma tej tolerancji brakować? W poście, myślę, chodziło o dwubiegunowość szacunku, o to, że właśnie go wielokrotnie brakuje.

Komentarze nie są moderowane. To nie kółko wzajemnej adoracji. Pamiętaj tylko, że Twoja wypowiedź świadczy o Tobie, nie o mnie.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s