Nie walczę z religią

Długo zastanawiałam się nad słowem ANTYRELIGIJNY. Nie znalazłam żadnej satysfakcjonującej mnie definicji na ten temat.  Szczerze mówiąc, do niedawna to słowo miało pozytywny oddźwięk. Wydawało mi się, iż moja strona również ma charakter antyreligijny. Czy krytyka katolicyzmu czyni mnie już osobą antyreligijną? Ja krytykuję, lecz nie walczę z religią, a takie niestety spostrzeżenia wyniosłam z błądzenia po internecie za tym słowem. Poniekąd może to być jakaś forma walki z religią. Kto nie jest z nami jest przeciw nam. Ilu wierzących tak właśnie rozumuje. Nie chcę tak.


Wbrew pozorom, wcale nie jestem przeciw religii, a jedynie przeciw jej dominacji.  Postuluję jedynie rozdział kościoła od państwa. Zawsze uważałam, że każdy ma prawo wyboru. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Żyjmy wszyscy obok siebie, ale nie narzucajmy innym swojego sposobu życia. To, że piszę ten blog, nie jest próbą narzucenia, czy przekonania, a jedynie odpowiedzią na dominację.

Wczoraj spotkałam się z zarzutem, że niewierzący zapominają, iż obok nich żyją ludzie wierzący…. Co za nonsens!! Nie jesteśmy w stanie o tym zapomnieć, choćbyśmy bardzo tego chcieli!! Zewsząd jesteśmy przytłoczeni katolicyzmem. Niby Konstytucja gwarantuje neutralność światopoglądową i świeckość państwa, ale rzeczywistość ma się nijak do tego. Kościół  katolicki wchodzi w politykę. Kościół katolicki wpływa na decyzje dotyczące państwa i na sposób rządzenia. Kościół katolicki chce być i jest wszędzie. A przecież państwo to też ja, to również niewierzący, czy innowiercy.  Żadnej dominacji i w żadnym wydaniu! Jedynie katolicy na każdym kroku przypominają, że wierzących jest 90% ludności. Po co te sprzeczki o procenty? Nie jest ważne ile was, czy nas jest. Ważne jest to, że jesteśmy. Skąd się bierze u katolików ta potrzeba dominacji? Czy tylko dlatego niewierzący są źli, bo nie pozwalają zepchnąć się w ciemny kąt, bo korzystają z należnych im praw i wreszcie bo katolików jest więcej? Ilość nie zawsze idzie w parze z jakością.

Napisałam już, że nie walczę z religią, bo walka łączy się w jakiś sposób z agresją, czasem niewerbalną, niejawną, ale agresją. Bardzo się staram, by w moim przypadku tak właśnie nie było, aczkolwiek są tacy, którzy już samą krytykę odbierają jako agresję. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie mamy żadnego wpływu na odbiór treści przez nas ujawnianych. Sama czasem czytuję inne blogi o podobnej tematyce i odbiór jest różny, a może jest to tylko mój odbiór i mogę wcale nie mieć racji. Wysoki page rank, dobre pozycjonowanie, wielu komentujących, bogata treść i…. naskakiwanie na katolików, czy nawet specjalne zasady i wytyczne dla katolików właśnie, rzucające się w oczy zaraz przy wejściu, co im wolno, a czego nie. Strach się odezwać, strach skrytykować, by nie zostać zlinczowanym. Ale to tylko mój subiektywny odbiór… Może co do antyreligijności również się mylę.

Czy to agresja tak ludzi przyciąga? Czy to jest sekret dobrego pozycjonowania? Walka? Nigdy mi nie zależało na wysokiej pozycji i zapewne jej nigdy nie osiągnę, bo nie potrafię stosować takich metod. A z tym jest jak z NLP. Sprytna manipulacja, specjalne techniki, stosowane po to, by przyciągnąć czytających. Mój wrodzony sceptycyzm oczywiście dochodzi do głosu. Heh, zaczęłam od antyreligijności, a skończyłam na pozycjonowaniu. Jednak zaczęłam też od walki i na niej skończyłam.

Nie walczę z religią, dbam tylko o swoje prawa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s