Wiara czy myślenie?

Czasami od osób wierzących można słyszeć takie zarzuty, że jak trwoga, to do Boga lub gdy poczujesz śmierć za plecami, to zmienisz swój światopogląd i się nawrócisz. Moje życie nigdy nie było łatwe, wciąż pod górę, ciągłe problemy zdrowotne. Tuż przed operacją, zanim mi podano narkozę, zrodziło mi się w głowie pytanie. Czy jeśli ja się z tej narkozy nie obudzę, coś pójdzie nie tak, to czy chcę coś zmienić w swoim życiu lub myśleniu?

Człowiek w takich chwilach czuje strach, to oczywiste. Jednak mój światopogląd się nie zachwiał, wytrwał. Poczułam się pierwszy raz z siebie dumna, z tego kim jestem i jaka jestem. Nic nie chciałabym zmienić. Każdego dnia żyję tak, że jeśli się okaże, iż to mój ostatni, by niczego nie żałować, by być dobrym człowiekiem. Od kiedy zyskałam tę świadomość samej siebie, swoich zasad i pewnym krokiem poszłam w tym kierunku, zyskałam też taki spokój wewnętrzny.

„Czy jeszcze wierzysz czy już myślisz?” – Seneka.

W moim przypadku nie jest prawdą, iż człowiek potrzebuje wiary, że śmierć to nie koniec, że jest potem coś jeszcze. Mnie ta wiara nie jest potrzebna. Nie boję się tego, co będzie po tamtej stronie lub czego nie będzie. Boję się tylko o tych, których zostawię. Pojęcie chrześcijańskiego Boga lub boga jakiegokolwiek jest dla mnie pojęciem abstrakcyjnym. Wszelkie pytania nie mają sensu, a odpowiedź to: nie mam podstaw, by wierzyć. Na zarzuty, że moja niewiara jest jedynie strachem przed odpowiedzialnością za swoje czyny, odpowiadam, że bzdura. Dlaczego? Odpowiem słowami ulubionej blogowiczki:

Bo nigdy w życiu nie spotkałam ateisty wygłaszającego frazę rodem z Dostojewskiego skoro Boga nie ma, to wszystko wolno. Dlaczego? Bo do takiej filozofii życiowej trzeba podzielać katolicki pogląd, że wiara w Boga jest źródłem moralności, a żaden ateista tak nie myśli. Co najwyżej, kiedy słyszy zdanie z ust katolika „Wiara w Boga mi pozwala być dobrym człowiekiem” myśli sobie „ufff, jak to dobrze, że on wierzy, strach pomyśleć, że TYLKO to go powstrzymuje…” Spotkałam za to sporo katolików, których pokazowa wiara kolidowała z brakiem poszanowania dla takich wartości jak uczciwość (w tym małżeńska).” – Fenomen dziewczynek w opaseczkach, http://mixed.blox.pl.

Nie dlatego nie wierzę, bo chcę robić, co mi się podoba, bo nie chcę karności, bo nie mam zasad i jeszcze inne bzdury wyssane z palca lub raczej niewiedzy. Uważam że mam rozum po to, by go używać. A wiara, którą trzeba chronić przed rozumem, logiczną myślą nic nie jest warta! Bóg, który miałby się bać myślącego człowieka to absurd! Wg orzeczenia Soboru Wat. I wiara ma pouczać rozum, strzec go, wyzwalać od błędów, czyli w zasadzie ma być drugim rozumem i to dominującym, co jest zwyczajnie nielogiczne, niemożliwe wręcz. Mając więc do wyboru, w taki sposób wierzyć albo myśleć, wybieram myślenie. Nie chce takiej bezkrytycznej wiary w religijne dogmaty, która oślepia rozum do tego stopnia, że rozumowanie staje się zwyczajnie niemożliwe. Sprzeczności, jakie odkrywam na każdym kroku  w tej religii nie idą w parze z logiką i racjonalnym myśleniem. Nie boję się stawiać czoła pytaniom, dlaczego moje dzieci nie chodzą na religię, dlaczego nie pójdą do komunii itd. Nie boję się tych wszystkich pytań.

System nie jest po to, by dało się według niego żyć. On ma stwarzać poczucie winy. I kumulacja tego poczucia winy jest dodatkowym ciężarem, które musi dźwigać człowiek wierzący. To kłamstwo, że ateiście jest trudniej, bo nie ma wsparcia w postaci wiary. Przeciwnie. Ateista żyje swobodniej, bo nie ma bicza w postaci wiary. Postępuje dobrze, bo sam tak wybrał – nie dlatego, że ktoś odgórnie mu to kazał. Nie czuje konfliktu pomiędzy wartościami, które wyznaje a swoimi czynami. Kiedy zaś sprzeniewierza się im, nie czuje natomiast takiej przyjemności, bo wie, że nie oszukuje boskiego Taty w niebie, tylko siebie. – Ibid.

P.S

Odnośnik jest nieaktualny. Blog być może zmienił domenę lub został usunięty. Nie mogę go namierzyć ponownie.

Reklamy

3 odpowiedzi na “Wiara czy myślenie?”

  1. Mój synek nie jest ochrzszczony. Bliska mi osoba nie wierzy w Boga chrześcijańskiego (o Osho wiem od niej- ona też interesuje się jego naukami), ale nowonarodzonego synka chce ochrzcić, bo jest to oczekiwane przez jej otoczenie…
    Mój przyjaciel powiedział mi, że zgadza się z kabareciarzem, który podczas jednego ze swoich przedstawień nazwał decyzję o niechrzczeniu dziecka błędem rodzicielskim, a nie kwestią wiary. Rzekomo dobry rodzin nie może świadomie skazywać własnego dziecka na potępienie. Zapytałam go, a co jeśli to Allah jest tym prawdziwym Bogiem? Wtedy chrzcząc dziecko skazujemy je na bycie innowiercą. Temat rzeka 😀

Komentarze nie są moderowane. Masz inne zdanie? To nie kółko wzajemnej adoracji. Wal śmiało. Chcesz coś dodać?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.